1go Maja można świętować na najróżniejsze sposoby. My wybraliśmy wycieczkę z Corvettą na zawody do Taszar - miejscowości leżącej nieopodal Balatonu.
Do ostatniej chwili łamaliśmy się czy nie odbić na plażę, ale zwyciężyła jednak żyłka wyścigowa i odbiliśmy na Kaposvar, w stronę lotniska Taszar.

Na miejscu natkneliśmy się na wiele zmodyfikowanych pojazdów, nie zabrakło nawet naszej rodzimej konstrukcji.. oczywiście odpowiednio "odpicowanej"
Jak się wkrótce okazało nasza Vette też wzbudzała spore zainteresowanie i całkiem ładnie wychodzi na zdjęciach:
No ale nie przyjechaliśmy na sesje foto tylko wyścigi. Mimo drobnej awarii 5go cylindra Grzegorz uzyskał w eliminacjach czas ET9.6s będący zarazem rekordem toru.
Niestety przed samymi finałami pogoda się popsuła i zaczął padać deszcz. W takich warunkach organizator podiął decyzję, że czasy z eliminacji będą traktowane jako wyniki zawodów, a nam nie pozostało nic innego jak spakować się i ruszyć w drogę.
Nawigacja jasno sprecyzowała cel podróży. Mają być zakręty
Nie pozostało nam więc nic innego, jak udać się do deszczowego Lublina na pierwszą rundę Toyo Drifting Cup.
Oczywiście aby dopingować naszego człowieka w dryfcie - Jacka Sobczaka